czwartek, 29 października 2009

Nowicka ma rację!

Nowicka jest dysmózkiem chemicznym. Zuza zresztą tak samo! Siedzieliśmy dzisiaj na chemii i trzaskaliśmy zadanka z jakiś tam wiązań kowalencyjnych czy jonowych. Dla dziewcząt to czarna magia. Tu dodajemy, tam zabieramy, odejmujemy, mnożymy, dzielimy, zamieniamy, cyku fiku i gotowe! Powiem szczerze, że ja także sam się we wszystkim ledwo łapię. Po jakiś miliardach zapisanych stronach, rozgoryczona Nowicka rzuciła długopisem i krzyknęła:
-Po cholerę komu te pierwiastki?! Ani nikt ich nigdy nie widział, ani do mnie nie zadzwonią, ani nie zapytają "co słychać?" Więc po co ja mam się tego wszystkiego uczyć. W życiu mi się to nie przyda. Nie jestem przecież na żadnym "biochemie"!
Karlicka (znaczy nasza nauczycielka chemii) stanęła jak wryta. Po chwili otrząsnęła się ze zdziwienia i wpadła w furię!
-Jak Pani mogła coś takiego w ogóle powiedzieć? Co to za wulgaryzmy na lekcji...
Monologu nie było końca! Nowicka siedziała tylko jak zbity pies i chyba do końca życia będzie żałować, że się odezwała.
Niestety na rozmowie się nie skończyło. Nowicka ma na następną lekcję przygotować 2 referaty na temat: "dlaczego warto się uczyć chemii" i "dlaczego nie wolno używać wulgaryzmów w szkole". Obydwa po 5 stron. Ze zdenerwowania całej klasie zadała 25 zadań, które nie należą do najłatwiejszych.
Nowickiej się oberwało, wszyscy na tym ucierpieli, ale wydaje mi się, że Nowicka wyraziła myśli nas wszystkich:) Czyż nie tak?

2 komentarze:

  1. Widzę, że ubarwiamy rzeczywistość, aby stała się atrakcyjną fikcją literacką;p


    maniakalna

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdarzenia wydarzyły się niedosłownie, natomiast nie do końca w takich sytuacjach. Niektóre zostały przerobione dla potrzeb bloga.

    OdpowiedzUsuń