Poniedziałkowy spacer z Nowicką i Zuzą udał się jak najbardziej. Było strasznie zimno, ale my nie dawaliśmy za wygraną! Trzeba spalić poświąteczne kalorie!
Szliśmy sobie tak w zawiei po centrum miasta i pobliskim parku miejskim i chwaliliśmy się sobie co kto dostał pod choinkę. Nowicka dostała od rodziców nową piżamę, bambosze i perfumy,a no i mnóstwo pieniędzy. Burżuazja to burżuazja. Zuza dostała w prezencie na święta Bożego Narodzenia, najbliższe urodziny, dzień dziecka, święto niepodległości od całej rodziny nową, najprawdziwszą i jak najbardziej jej wiolonczelę! Podniecona była już od wyjścia z autobusu.
-Słuchajcie w życiu nie zgadniecie co dostałam pod choinkę, bo ja bym w życiu nie zgadła! No zgadujcie...- nie dała nam chwili do namysłu i wykrzyczała- wiem, że i tak nie zgadniecie, więc wam powiem. Dostałam nowiuteńką i tylko moją wiolonczelę! Rodzice powiedzieli, że to był duży wydatek i, że nie dostanę przez najbliższy rok nic oprócz jedzenia, ale wytrzymam! Przeraża mnie tylko to, że oni są zdolni do to tego, no wiecie z tym jedzeniem...
-No a ja dostałem kilka książek i...
-Nie no fajnie- skwitowała Zuza.- Bo wiecie ta moja nowa wiolonczela...
-Przestań cholera jasna pierniczyć o tej wiolonczeli, bo są tematy ważniejsze!- Nowicka najwidoczniej już nie wytrzymywała!
-W ogóle nie jesteś czuła na innych i chyba ty mi zazdrościsz!- powiedziała z wielkim żalem i złością Zuza
-Wiolonczela, wiolonczela... super! Strasznie ci zazdroszczę, ale teraz przejdźmy do Sylwestra. Bo ja nie wiem co ja mam robić! Maciek mnie zaprosił na domówkę do siebie na wioskę, Erwin zaproponował mi Sylwestra we Wrocławiu, a ten Tomek, ach Tomek... On to mnie zaprosił to tej nowego Clubu "Eight". No i co ja mam robić? Cała trójka fajna...
-Powiem krótko. Na domówkę do Maćka nie idź, bo facetom chodzi tylko o jedno i na pewno Cię zgwałci! Wrocław może kuszący, ale na noc pewnie wylądujecie gdzieś na jakiejś melinie, nie wiadomo u kogo. Idź do "Eight". Jak ci się nie będzie podobać zawsze możesz zmienić towarzystwo, albo wrócić do domu. Tylko pilnuj drinka czy czegoś tam, żeby ci czegoś tam nie wsypali, bo mojego kolegi, koleżanki znajoma to była w...
Zuza wczuła się w rolę troskliwej i opiekuńczej "mateczki".
-Masz rację Zuza. Tak też zrobię. Tylko co ja na siebie ubiorę? Że też ten cholerny Kamil zostawił mnie teraz, a mieliśmy jechać nad morze!
Kiedy poszliśmy na autobus powrotny na przystanku siedziała romantyczna para obściskiwała się i całowała namiętnie. Nowicka próbowała nie zwracać na nich uwagi zagadując nas, ale jej niedawno bardzo zranione, a jakże krwawiące serce dawało o sobie znać. Para nie zwracała na nas uwagi. Dziewczyna usiadła okrakiem na chłopaku i dalej się namiętnie całowali, a on "masował" jej plecy pod kurtką. Nowicka nie wytrzymała, podeszła do namiętnej pary i zaczęła grzecznie:
-Przepraszam, bo ja.., przepraszam...
Para nawet nie zauważyła mojej zranionej z krwawiącym sercem koleżanki i wciąż oddawała się poprzednim czynnościom.
-Przepraszam, halo! Czy wy mnie cholera jasna słyszycie?- powiedziała już dużo mniej grzecznie Nowicka.
dziewczyna oderwała się od ust chłopaka dość niechętnie i bardzo zła, ze ktoś im przeszkadza w celebrowaniu ich miłości rzuciła chamskie:
-Czego?
-Czego?! To ja się pytam czego? Czy wy przepraszam nie macie domu?
-O co ci laska chodzi- ciągnęła dalej niemiło oddana miłości niewiasta.
-O co mi chodzi? Patrzcie ją! jak zaraz nie przestaniecie się lizać w miejscu publicznym to albo zadzwonię na policję, albo przypierniczę ci w twój wyszczekany ryj! Jeszcze brakowało, żeby sex tu uprawiać zaczęli. Jeszcze czego! Czy wy nie możecie uszanować i zważyć na to, ze ktoś nie ma ochoty oglądać waszych obściskiwać i macań?
-Laska wrzuć na luz! Spoko! Nie pasuje ci to idziemy! Chodź misiu, bo ona jest jakaś psychiczna!
Para wstała i wielce dumni przeszli na ławkę obok przystanku gdzie usiedli i kontynuowali to, co przerwała im bezczelna Nowicka.
-No zaraz wstanę i przydzwonię jej...- burzyła się dalej zraniona z krwawiącym sercem i już niekoniecznie niegrzecznie.
-Daj spokój Nowicka! Oddychaj, raz, dwa, trzy, spokojnie... nie denerwuj się! Już poszli sobie, a my jedziemy do mnie do domu, na herbatę, spokojnie...- uspokajała najspokojniejsza Zuza.
-Jakie spokój, Zuza?! Ja dzwonie na policję! derkacz jaki jest numer, bo ja nie wytrzymam!
Na nasze, Nowickiej i romantycznych kochanków szczęście przyjechał nasz autobus, do którego wsiedliśmy, a zraniona koleżanka z krwawiącym sercem i trzęsącymi ze zdenerwowania rękami wsiadła do autobusu i przeżywała później jeszcze cały wieczór ten incydent.
środa, 30 grudnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz