Wrocław w gruncie rzeczy do południa jest cudny! Mimo godzin szkolno-pracujących miast tętni życiem. Było gdzieś koło 10, a z dworca poszliśmy prosto coś zjeść. Krótkie śniadanie i wystawa w galerii sztuki, gdzie Nowicka sikała, widząc dzieła swoich malarskich impresjonistycznych idoli. Spędziliśmy tam ponad godzinę, bo i wystawa była pokaźna. Nowicka studiowała dokładnie każdy obraz. W gruncie rzeczy nam też się podobało, ale nie mogliśmy pokazać tego Nowickiej, bo wyszłoby, że wygrała a wyjazd był rewelacyjnym pomysłem. Następnie niczym Galerianki odbyliśmy turne po wrocławskich sklepach. Co prawda ani Zuza, a ni Nowicka nie proponowały nikomu "loda za parę dżinsów", czuliśmy się trochę nieswojo, ze podczas szkoły bezkarnie spacerujemy sobie, a nasza klasa pisze trzy sprawdziany. Kolejnym i ostatnim punktem programu był rzeczony już pokaz mody. Przeżycie ciekawe. Więcej było co prawda damskich ubiorów, ale męskich także nie brakowało. Nowicka mówiła, że czuła się jak Carrie Bradshaw, no ja nie za bardzo! W okolicach popołudniowych wróciliśmy grzecznie do domu. Już w pociągu trzeba było się zastanowić jak trzeba będzie usprawiedliwić ten nieobecny dzień no i czy mówimy rodzicom!
Na zakończenie Nowicka tylko rzuciła z uśmiechem:
-To jak Wrocław dla nas pestka to następny będzie Londyn, potem Paryż, a potem kto wie...
Zmieszani nie wiedzieliśmy co powiedzieć, bo Nowicka jest do tego wszystkiego zdolna!
W domu niemalże rozwód wisi w powietrzu! Rodzice kłócą się o kuchenne kafelki. Mama kupiła nowe kafelki do kuchni i załatwiła już majstra budowlanego. tato obrażony nie wiadomo o co. Wreszcie przemówił!
-Bo wy się nigdy nie liczycie z moim zdaniem! Nikt mnie nie pyta, tylko sami decydujecie i jeszcze chcecie, żebym temu przytakiwał! Nikt nie pyta mnie o zdanie, jak zwykle!
-Przecież ci mówiłam już rok temu, ze trzeba to zrobić. Nie wiem o co ci chodzi, ty tego nie będziesz i tak robił, tylko "specjalista"!- tłumaczy się mama.
-Tak, jeszcze na mnie zwalcie wszystko! Może w ogóle to wszystko jest moja wina! Zawsze jest moja wina!- krzyczy tato.
A dogadaj tu się z nimi! Nie odzywają się do siebie a jak już to tylko w jednej kwestii- kafelek i spisku przeciwko tacie. Mogę się założyć, ze za kilka dni sam pojedzie odebrać do sklepu te kafelki! A mówią, że szesnastolatkowie mają łatwe i bezstresowe życie. Autor tej tezy nie mieszkał w moim domu!
wtorek, 1 grudnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz