Święta już wiszą w powietrzu. W szkole wszystkie klasy są poozdabiane, stoją choinki i sprzedawane są na kiermaszu świątecznym pierniczki i ozdoby bożonarodzeniowe. Na dole rozstawiona jest wioska świętego Mikołaja, gdzie można za drobną opłatą zrobić sobie zdjęcie z w-f-istą przebranym za grubasa z czerwonym nosem. Wszystko oczywiście na szczytny cel!
Zuza jest w siódmym niebie! Wszystkie egzaminy w muzycznej zdane na same piątki, miłość do Barnaby kwitnie i do tego dzisiaj była ostatnia lekcja chemii w tym roku. Nic nie było w stanie popsuć jej humoru, nawet dwójka z matematyki. Do czasu!
Nadeszła rzeczona już chemia. Była to nasza siódma i ostatnia (Chwała Bogu!) lekcja. Nauczycielka rozdaje sprawdziany.
-Derkacz- dobry+, Nowicka- dobry, Zuza- dobry=.
-Pani chyba jaja sobie robi?!- wykrzyczała zupełnie niestosownie do nauczycielki Zuza.
Kobieta z pogardą na twarzy poprawiła wielkie, czarne okulary i odparła:
-Nie, nie robię sobie jaj. Jak nie chcesz czwórki to nie!
-Chcę, chcę! Przepraszam, bo to ze szczęścia. ja nigdy czwórki z chemii nie dostałam. Oprawię chyba w ramkę i nad łóżko!
-Kiedy dostaliście już sprawdziany proszę odwróćcie na drugą stronę i zobaczcie czy macie zaliczone nazewnictwo kwasów. Nie jest jednoznaczna pozytywna ocena z zaliczeniem- oznajmiła nauczycielka.
Nie muszę chyba dodawać, że nikt nie był szczęśliwy. Na całą klasę zaliczyła tylko Owca. Czemu mnie to nie dziwi?
Po powrocie do domu padło wiele niecenzuralnych słów. Niektóre słyszałem po raz pierwszy w życiu. Bałem się aż przerwać słowotoku Zuzy:
-Czy ją do reszty powaliło? ona chyba myśli, że ja to na prawdę umiem! Udało mi się przepisać wszystko ze ściągi, a nazewnictwa akurat cholera nie zdążyła. Jak chce to ja mogę przyjść i przepisać jej ze ściągi jeszcze raz! Proszę bardzo, nie widzę problemu! Czy ta chemia jest mi kurcze do czegoś w życiu potrzebna? Nie będę z dziećmi przed półką w supermarkecie, czy podczas koncertu w filharmonii liczyła jakichś gównianych kwasów. My zależy, żeby tą chemię tylko zdać i cześć jak czapka! I co teraz niby mam uczyć się całe święta chemii? No po prostu już wyciągam książkę i zaczynam! Zadanka zacznę robić w autobusie do domu, albo nie już na przejściu dla pieszych, żeby nie tracić czasu. Już się nie mogę doczekać! A ty co na to?
Ja byłem tak zaskoczony wypływem emocji Zuzy, że zdołałem wydobyć tylko:
-No...
-Ależ ty cholera wylewny derkacz jesteś. Nie pogadasz. dobra biegnę, bo moja 15 jedzie. Pa.
I Zuza pobiegła w stronę odjeżdżającego autobusu, a ja jeszcze chwilę musiałem przetwarzać natłok informacji.
I tak sielankowy dzień i piękna perspektywa błogiego lenistwa podczas świąt legła w gruzach!
piątek, 18 grudnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

uru, uru! ;d
OdpowiedzUsuńmaniakalna