Mój wychowawca- Pani Pulchniutka (o zgrozo!) wybrała mnie i Owcę (większe o zgrozo!) do jakiejś debaty politycznej na temat wyborów prezydenckich z radnymi i władzami miasta. Wszyscy oczywiście oficjalnie, pod krawatami. Przygotowane były już dla nas miejsca z nazwiskami, a nie wspomniałem! Na koniec miało być głosowanie młodzieży na co my byśmy głosowali, w sensie która partia jest zdaniem młodzieży najlepsza.
Młodzi ludzie siedzieli przy stolikach i od razu było widać kto z której szkoły jest. Zawodówki i technika (nie obrażając oczywiście nikogo) na luzie do całej sytuacji, w dżinsach i białych t-shirtach. Tzw. "gorsze" Ogólniaki w garniturach, ale też nie za bardzo przejęci sytuacją. Natomiast słynna i "najlepsza" Siedemnastka, reprezentowana przez kolegów z wielkimi czuprynami na głowie, okrągłych okularach i wystającymi przednimi zębami, powtarzał skrzętnie wcześniej otrzymane przemówienie i rozmawiał (o zgrozo!) na temat reakcji wodorotlenkowej w reakcji z azotanem (XII) wapnia spolaryzowanego w warunkach destylacji jonowej.
Wcześniej dostaliśmy karteczki z "naszym" zdaniem i stanowiskiem. Młodzież pięknie się wypowiadali, niektórzy nawet nie pofatygowali się by nauczyć się "swojego" zdania i pompatycznie mówiła co to nie politycy, radni, prezydenci i kto tam jeszcze, nie robią dla młodych ludzi. Że przecież te wszystkie imprezy kulturalne, teatry, kina, orliki to zasługa Prawa i Sojuszu Demokratycznego... Co myśmy bez nich? Miód na mą duszę! nagle wstał i przerwał mu bezczelnie, bo tak wynikało ze scenariusza, że teraz ona ma przerwać- członek partii Platforma Sprawiedliwości i opowiedział, że to ich zasługa te Skate parki i eventy, i lepsza sytuacja w szkołach, i akcje charytatywne i... Wszystko oczywiście odbywało się według wszelkich standardów: "Czy mogę zabrać głos?"(choć i tak wiadomo, bo wszyscy umieją czytać, że teraz tej pani w zielonym kolej), "Czy ktoś jeszcze chce zabrać głos?" (wtedy nagle zaskakująco wypowiedzieć się chce Pan w Jasnym Garniturze, przecież on miał tak zaskakująco się wypowiedzieć akurat w tym miejscu!)
Nieoczekiwanie (nieoczekiwanie, bo w ścisłym scenariuszu absolutnie swobodnej i nieustawianej dyskusji tego nie było) obudził się jak z zimowego snu pewien polityk z Tupecikiem, już nawet nie wiem jakiej partii i powiedział, że chce zabrać głos. Odmówić mu tego nie mogli, bo przecież dyskusja była otwarta, ale Pani Prowadząca wertowała jakieś kartki i uporczywie szukała gdzie jest zapis, ze to jego kolej. Tu trzeba już kończyć i przechodzić do najważniejszego punktu, a on dupę zawraca!
-Proszę, oczywiście.- odpowiedziała pani prowadząca ze "szczerym" uśmiechem, a w oczach miała żądze mordu.
-Dziękuję pani. Ja chciałem powiedzieć coś bardzo ważnego! Otóż...
I przez kolejne 24 minuty i 48 sekund poważny, mężczyzna z Tupecikiem usiłował przekazać wszystkim o podłożeniu przez konkurencyjną partię jakiejś bomby i dokonania zamachu. Później przewinęła się jakaś korupcja, jakieś 1000 złotych za jakieś szyny kolejowe. Nie potrafię powiedzieć o co chodziło, bo przy około 5 minucie odleciałem w wir rysunku i arcydzieł na otrzymanych dokumentach. Później obserwowałem bezcenne miny ważnych person naszego miasta, dłubanie w nosie prezydenta, czy chrapanie pana przewodniczącego rady miasta. Żądza mordu Pani Prowadzącej rosła.
Kiedy mężczyzna z Tupecikiem powiedział "Dziękuję za wysłuchanie", sala zawrzała brawami, uśmieszkami, przewodniczący się nagle ocknął, prezydent wyprostował i spoważniał, a Pani Prowadząca odetchnęła z ulgą.
-Tak więc jeśli to już wszyscy, przejdźmy do głosowania- i tu groźni wzrok Pani Prowadzącej przeleciał wszystkich, proszący by nikt nie zrobił czegoś niezgodnie ze scenariuszem.
Nastąpiła krótka przerwa na przygotowania kart i czas do agitacji. Rożni ludzie podchodzili do stolików młodych i wręczali nam przepiękne, wypchane gadżedzikami torby, piękne zdjęcia i wizytówki z zapewnieniem, że jeśli tylko będzie jakiś problem to oni... Panowie i panie chyba nie wiedzieli, że my już mamy wyrobione, a raczej wypisane "nasze" zdanie.
Każdy otrzymał karteczkę ze swoim nazwiskiem (o zgrozo, bo miało być anonimowo!) i jako podsumowanie debaty miał zaznaczyć, oczywiście według informacji, którą wcześniej dostaliśmy. Ja miałem napisane tak:
WYBÓR- Partia Lewica Obrony
STANOWISKO- Ta partia jest najlepsza, popierać i chwalić wszystkie dokonania i wypowiedzi polityków tej partii.
Młodzież była chyba na tyle "kumata" (kocham kolokwializmy!), a przynajmniej jej znaczna część, że w porę się opamiętała i zaprzestała tej farsy, dając temu wyraz w głosowaniu. Pani Prowadząca z entuzjazmem otworzyła kopertę i wraz z odczytywaniem kolejnych wyników głosowania jej entuzjazm spadał, a uśmiech na twarzy znikał. Wyniki przedstawiały się następująco:
Partia PLATFORMA SPRAWIEDLIWOŚCI- 1 głos
Partia PRAWO I SOJUSZ DEMOKRATYCZNY- 1 głos
Partia LEWICA OBRONY- 1 głos
WSTRZYMANYCH- 43 głosy
Zażenowana Pani Prowadząca z nieopuszczającym jej twarzy uśmiechem pośpiesznie zamknęła dyskusje i podziękowała za przybycie. Młodzież wybuchnęła śmiechem, a politycy byli zawiedzeni i zmieszani ty, że impreza, którą mogliby się pochwalić w mediach nie wyszła.
Do domu wróciłem obładowany papierowymi torbami, bogatszy o koszulki, smycze, długopisy, programy polityczne i ogólny zarys obłudnej polityki w naszym kraju.
poniedziałek, 31 maja 2010
niedziela, 23 maja 2010
KIBOLE
Nowicka niedawno wygadała nam swoje dziwne niespełnione marzenie. Mianowicie zawsze chciała pójść na prawdziwy mecz piłki nożnej. Poczuć te uniesienia, emocje, ducha walki. Czy ona jest normalna?
Razem z Zuzą postanowiliśmy spełnić to marzenie i z okazji jej urodzin udać się wspólnie na mecz MKS Hutnik vs. GKS Stodoła. Chcieliśmy, żeby była to fajna przygoda dla nas wszystkich, więc przygotowań było dużo. W pierwszym etapie trzeba było nauczyć się wielu bardzo ambitnych i skomplikowanych okrzyków kibiców. Ku mojemu zdziwieniu fora i specjalne strony pękają w szwach. jak się okazało koledzy, którzy rzadko pojawiają się w szkole układają tak niepojęte w swej wymowie i głębi poematy, których nie powstydziła by się podejrzewam nawet sam Sienkiewicz, czy Szymborska. Na przykład: My z Hutnikiem się nie damy, do Stodoły się nie schowamy! Kolejnym punktem przygotowań był zakup niepowtarzalnego szalika i innych gadżecików. Przyjrzeliśmy wiele sklepów, ale jak nas zapewniali na oficjalnej stronie Hutnika, tylko tam znajdują się oryginalne produkty. Można było kupić dosłownie wszystko. Począwszy od majtek, przez kurtki, po sztućce z logiem. Nie mogłem przeboleć, że to wszystko tak drogo kosztuje, ale czego się w końcu nie robi dla niezapomnianej przygody.
Wreszcie przyszedł ten oczekiwany od dawien dawna dzień meczu. Sobotnie południe, pogoda w sam raz. Pod stadionem tłoczy się duża grupa kibiców. Podjeżdżają dwa duże autokary. Ludzie biegną w ich stronę, licząc na to, ze zdobędą autografy swoich piłkarskich idoli, bądź chociaż będą mogli opływać w ich blasku. Niestety. Z autokarów wysiedli uzbrojeni po zęby funkcjonariusze policji. Było ich chyba więcej niż kibuców i graczy razem wziętych. Zajęli pozycje strategiczne na samym stadionie, w okół niego i na trybunach. Wtedy uruchomiono kasy i bramki się otworzyły. Zajęliśmy miejsca oczywiście kibiców Hutnika owinięci twarzowymi pomarańczowo-czarnymi szalikami. Przed nami na podeście stanął MASTER klubu kibiców z megafonem i przez cały mecz przewodniczył okrzykom. Kiedy mecz się zaczął targały nami takie emocje, jakich sobie nigdy nie wyobrażałem. Krzyki, fale meksykańskie i inne kombinacje alpejskie Nowicka z Zuzą były w siódmym niebie! Kiedy "naszym" ktoś strzelił bramkę wzniecane było zbiorowe "buuuu" i "Nie poddamy się, o nie, o nie, o nie!", natomiast kiedy "nasi" strzelili gola, słychać było tylko: "Brawo Hutnik, brawo!".
Podczas przerwy ktoś coś do kogoś krzyknął, później inny ktoś odkrzyknął, potem ktoś rzucił butelką i ktoś odrzucił puszką, no i tak właśnie zaczęła się kłótnia. Zupełnie nie wiem w jaki sposób w zamieszaniu i bójce wzięła ku mojemu zdziwieniu kochana Nowicka. Policja rzuciła się na biorących udział w bójce, czyli jakichś 15 napakowanych, łysych kibiców Stodoły i Nowicką wraz z 2 napakowanymi kibicami Hutnika. Chyba nie muszę tłumaczyć jak owy incydent się zakończył? Nowicka z hukiem została wyrzucona z hukiem ze stadionu. Chcieli jej jeszcze wypisać mandat, ale cudem wybroniłem, że ma urodziny itp. Nowicka jeszcze długo się miotała i rzucała 'rwami.
Mecz miał być niezapomnianą przygodą i niewątpliwie taką się stał!
Razem z Zuzą postanowiliśmy spełnić to marzenie i z okazji jej urodzin udać się wspólnie na mecz MKS Hutnik vs. GKS Stodoła. Chcieliśmy, żeby była to fajna przygoda dla nas wszystkich, więc przygotowań było dużo. W pierwszym etapie trzeba było nauczyć się wielu bardzo ambitnych i skomplikowanych okrzyków kibiców. Ku mojemu zdziwieniu fora i specjalne strony pękają w szwach. jak się okazało koledzy, którzy rzadko pojawiają się w szkole układają tak niepojęte w swej wymowie i głębi poematy, których nie powstydziła by się podejrzewam nawet sam Sienkiewicz, czy Szymborska. Na przykład: My z Hutnikiem się nie damy, do Stodoły się nie schowamy! Kolejnym punktem przygotowań był zakup niepowtarzalnego szalika i innych gadżecików. Przyjrzeliśmy wiele sklepów, ale jak nas zapewniali na oficjalnej stronie Hutnika, tylko tam znajdują się oryginalne produkty. Można było kupić dosłownie wszystko. Począwszy od majtek, przez kurtki, po sztućce z logiem. Nie mogłem przeboleć, że to wszystko tak drogo kosztuje, ale czego się w końcu nie robi dla niezapomnianej przygody.
Wreszcie przyszedł ten oczekiwany od dawien dawna dzień meczu. Sobotnie południe, pogoda w sam raz. Pod stadionem tłoczy się duża grupa kibiców. Podjeżdżają dwa duże autokary. Ludzie biegną w ich stronę, licząc na to, ze zdobędą autografy swoich piłkarskich idoli, bądź chociaż będą mogli opływać w ich blasku. Niestety. Z autokarów wysiedli uzbrojeni po zęby funkcjonariusze policji. Było ich chyba więcej niż kibuców i graczy razem wziętych. Zajęli pozycje strategiczne na samym stadionie, w okół niego i na trybunach. Wtedy uruchomiono kasy i bramki się otworzyły. Zajęliśmy miejsca oczywiście kibiców Hutnika owinięci twarzowymi pomarańczowo-czarnymi szalikami. Przed nami na podeście stanął MASTER klubu kibiców z megafonem i przez cały mecz przewodniczył okrzykom. Kiedy mecz się zaczął targały nami takie emocje, jakich sobie nigdy nie wyobrażałem. Krzyki, fale meksykańskie i inne kombinacje alpejskie Nowicka z Zuzą były w siódmym niebie! Kiedy "naszym" ktoś strzelił bramkę wzniecane było zbiorowe "buuuu" i "Nie poddamy się, o nie, o nie, o nie!", natomiast kiedy "nasi" strzelili gola, słychać było tylko: "Brawo Hutnik, brawo!".
Podczas przerwy ktoś coś do kogoś krzyknął, później inny ktoś odkrzyknął, potem ktoś rzucił butelką i ktoś odrzucił puszką, no i tak właśnie zaczęła się kłótnia. Zupełnie nie wiem w jaki sposób w zamieszaniu i bójce wzięła ku mojemu zdziwieniu kochana Nowicka. Policja rzuciła się na biorących udział w bójce, czyli jakichś 15 napakowanych, łysych kibiców Stodoły i Nowicką wraz z 2 napakowanymi kibicami Hutnika. Chyba nie muszę tłumaczyć jak owy incydent się zakończył? Nowicka z hukiem została wyrzucona z hukiem ze stadionu. Chcieli jej jeszcze wypisać mandat, ale cudem wybroniłem, że ma urodziny itp. Nowicka jeszcze długo się miotała i rzucała 'rwami.
Mecz miał być niezapomnianą przygodą i niewątpliwie taką się stał!
sobota, 8 maja 2010
Podsumowanie półwiecza
Tato został zwolniony z pracy dokładnie dzień przed jego 50-tymi urodzinami! Imprezę urodzinową postanowił przygotować samodzielnie.
Rozgoryczony ojciec uniósł się męską dumą i postanowił znaleźć jakieś twórcze i dochodowe zajęcie. Zainteresował się polityką, postanowił, ze zostanie prezydentem Polski. Niestety nie udało mu się zebrać przepisowych sto tysięcy podpisów. Zajął się więc gotowaniem i chciał nawet napisać książkę kucharską, ale nie znalazł tyle ciekawych przepisów. Chciał już zdawać do Szkoły Teatralnej, ale bardzo grzecznie Pani w sekretariacie powiedziała mu, że jest w "nieświeżym wieku".
-Ja? Jak to w nieświeżym wieku?! Jestem jak najbardziej świeży! Skąd mogą to wiedzieć czy nie jestem urodzonym aktorem, jak nawet nie dali mi szans. A Konrada czy tam innego by od razu przyjęli! To tak już jest w naszym kraju wszystko po znajomości!
A co mu miała kobiecina biedna powiedzieć? Że za stary jest?!
Jak nie książka kucharska, to może ckliwe romansidło dla kobiet? Po przeczytaniu, rodzina uznała, że na komedię by się nadawało, jednak pech chciał, że żadne wydawnictwo nie chciało tego wydać.
-Ja zupełnie nie wiem, dlaczego każde wydawnictwo odrzuciło moją powieść?! Zupełnie się nie znają! Przecież to byłby bestseller!
Matka stara się go wspierać, nawet wyszukuje mu różne oferty, ale ojciec się jeszcze bardziej złości.
-Czyś ty zwariowała?! Czy ty sądzisz, że ja nie znam swojej godności? Mam smażyć kurczaki w McDonald, ja w moim wieku? Nie umniejszając nikomu tam pracującemu, ja z moim doświadczeniem nadaję się tylko i wyłącznie na stanowisko kierownicze.
W dniu 50-tki w "lekkim" stanie upojenia. Staruszek postanowił podsumować swoje życie. Doszedł do przykrego wniosku, że zupełnie do niczego w życiu nie doszedł. Że do niczego się nie nadaje, nie skończył żadnych studiów i nie pojechał w wymarzoną podróż. Po 100000 zapewnieniach, że jest zupełnie odwrotnie, że ma rodzinę, zonę, miłość, a na podróż jeszcze czas, oddał się czynnością pisarskim i przygnębiony katastrofą w Smoleńsku, napisał testament.
-A bo to wiadomo co człowieka w życiu spotka? Widzicie mięli tacy wszystko czego tylko chcieli i trach! Wszystko skończone. A potem kłopot z majątkiem. Ja chcę wszystko dokładnie spisać, żeby było jasne.
Ojciec chce "odbudować na nowo" Polskę i jak z prezydenturą kraju mu nie wyszło, chce startować (na razie!) do władz lokalnych. Także zachęcam, zachęcam. Ręczę za niego. Pomysłów mu nie brakuje!
Wczoraj słyszę przeraźliwe:
-Tato!!!!!! Tato!!!! On jest ogromny i przeraźliwy.... ogromny i... i przeraźliwy pająk w moim pokoju!- krzyczy Kacper.
Ojciec podniósł się szybko z fotela, chwycił gazetę i ruszył na pomoc by wybawić mojego młodszego brata. Kacper przerażony stał w rogu. Tato wbiegł do pokoju i już miał tego pająka... kiedy nagle wpadła matka.
-Czyś ty do reszty zdurniał?- zwróciła się jakże miło i uprzejmie moja rodzicielka do młodszej latorośli naszego rodu.- Wołasz ojca żeby zabił pająka? Ty chcesz żebyśmy musieli całą ścianę w lecie malowali?
Matka zabrała ostrożnie pająka i wypuściła przez okno. Ojciec zrezygnowany wrócił do pokoju i zrezygnowany osiadł na fotelu oddając się poprzedniej czynności, którą kocha nade wszystko, czyli oglądaniu telewizji.
I jak tu on ma się czuć dowartościowany i potrzebny?
Rozgoryczony ojciec uniósł się męską dumą i postanowił znaleźć jakieś twórcze i dochodowe zajęcie. Zainteresował się polityką, postanowił, ze zostanie prezydentem Polski. Niestety nie udało mu się zebrać przepisowych sto tysięcy podpisów. Zajął się więc gotowaniem i chciał nawet napisać książkę kucharską, ale nie znalazł tyle ciekawych przepisów. Chciał już zdawać do Szkoły Teatralnej, ale bardzo grzecznie Pani w sekretariacie powiedziała mu, że jest w "nieświeżym wieku".
-Ja? Jak to w nieświeżym wieku?! Jestem jak najbardziej świeży! Skąd mogą to wiedzieć czy nie jestem urodzonym aktorem, jak nawet nie dali mi szans. A Konrada czy tam innego by od razu przyjęli! To tak już jest w naszym kraju wszystko po znajomości!
A co mu miała kobiecina biedna powiedzieć? Że za stary jest?!
Jak nie książka kucharska, to może ckliwe romansidło dla kobiet? Po przeczytaniu, rodzina uznała, że na komedię by się nadawało, jednak pech chciał, że żadne wydawnictwo nie chciało tego wydać.
-Ja zupełnie nie wiem, dlaczego każde wydawnictwo odrzuciło moją powieść?! Zupełnie się nie znają! Przecież to byłby bestseller!
Matka stara się go wspierać, nawet wyszukuje mu różne oferty, ale ojciec się jeszcze bardziej złości.
-Czyś ty zwariowała?! Czy ty sądzisz, że ja nie znam swojej godności? Mam smażyć kurczaki w McDonald, ja w moim wieku? Nie umniejszając nikomu tam pracującemu, ja z moim doświadczeniem nadaję się tylko i wyłącznie na stanowisko kierownicze.
W dniu 50-tki w "lekkim" stanie upojenia. Staruszek postanowił podsumować swoje życie. Doszedł do przykrego wniosku, że zupełnie do niczego w życiu nie doszedł. Że do niczego się nie nadaje, nie skończył żadnych studiów i nie pojechał w wymarzoną podróż. Po 100000 zapewnieniach, że jest zupełnie odwrotnie, że ma rodzinę, zonę, miłość, a na podróż jeszcze czas, oddał się czynnością pisarskim i przygnębiony katastrofą w Smoleńsku, napisał testament.
-A bo to wiadomo co człowieka w życiu spotka? Widzicie mięli tacy wszystko czego tylko chcieli i trach! Wszystko skończone. A potem kłopot z majątkiem. Ja chcę wszystko dokładnie spisać, żeby było jasne.
Ojciec chce "odbudować na nowo" Polskę i jak z prezydenturą kraju mu nie wyszło, chce startować (na razie!) do władz lokalnych. Także zachęcam, zachęcam. Ręczę za niego. Pomysłów mu nie brakuje!
Wczoraj słyszę przeraźliwe:
-Tato!!!!!! Tato!!!! On jest ogromny i przeraźliwy.... ogromny i... i przeraźliwy pająk w moim pokoju!- krzyczy Kacper.
Ojciec podniósł się szybko z fotela, chwycił gazetę i ruszył na pomoc by wybawić mojego młodszego brata. Kacper przerażony stał w rogu. Tato wbiegł do pokoju i już miał tego pająka... kiedy nagle wpadła matka.
-Czyś ty do reszty zdurniał?- zwróciła się jakże miło i uprzejmie moja rodzicielka do młodszej latorośli naszego rodu.- Wołasz ojca żeby zabił pająka? Ty chcesz żebyśmy musieli całą ścianę w lecie malowali?
Matka zabrała ostrożnie pająka i wypuściła przez okno. Ojciec zrezygnowany wrócił do pokoju i zrezygnowany osiadł na fotelu oddając się poprzedniej czynności, którą kocha nade wszystko, czyli oglądaniu telewizji.
I jak tu on ma się czuć dowartościowany i potrzebny?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
