Nowicka niedawno wygadała nam swoje dziwne niespełnione marzenie. Mianowicie zawsze chciała pójść na prawdziwy mecz piłki nożnej. Poczuć te uniesienia, emocje, ducha walki. Czy ona jest normalna?
Razem z Zuzą postanowiliśmy spełnić to marzenie i z okazji jej urodzin udać się wspólnie na mecz MKS Hutnik vs. GKS Stodoła. Chcieliśmy, żeby była to fajna przygoda dla nas wszystkich, więc przygotowań było dużo. W pierwszym etapie trzeba było nauczyć się wielu bardzo ambitnych i skomplikowanych okrzyków kibiców. Ku mojemu zdziwieniu fora i specjalne strony pękają w szwach. jak się okazało koledzy, którzy rzadko pojawiają się w szkole układają tak niepojęte w swej wymowie i głębi poematy, których nie powstydziła by się podejrzewam nawet sam Sienkiewicz, czy Szymborska. Na przykład: My z Hutnikiem się nie damy, do Stodoły się nie schowamy! Kolejnym punktem przygotowań był zakup niepowtarzalnego szalika i innych gadżecików. Przyjrzeliśmy wiele sklepów, ale jak nas zapewniali na oficjalnej stronie Hutnika, tylko tam znajdują się oryginalne produkty. Można było kupić dosłownie wszystko. Począwszy od majtek, przez kurtki, po sztućce z logiem. Nie mogłem przeboleć, że to wszystko tak drogo kosztuje, ale czego się w końcu nie robi dla niezapomnianej przygody.
Wreszcie przyszedł ten oczekiwany od dawien dawna dzień meczu. Sobotnie południe, pogoda w sam raz. Pod stadionem tłoczy się duża grupa kibiców. Podjeżdżają dwa duże autokary. Ludzie biegną w ich stronę, licząc na to, ze zdobędą autografy swoich piłkarskich idoli, bądź chociaż będą mogli opływać w ich blasku. Niestety. Z autokarów wysiedli uzbrojeni po zęby funkcjonariusze policji. Było ich chyba więcej niż kibuców i graczy razem wziętych. Zajęli pozycje strategiczne na samym stadionie, w okół niego i na trybunach. Wtedy uruchomiono kasy i bramki się otworzyły. Zajęliśmy miejsca oczywiście kibiców Hutnika owinięci twarzowymi pomarańczowo-czarnymi szalikami. Przed nami na podeście stanął MASTER klubu kibiców z megafonem i przez cały mecz przewodniczył okrzykom. Kiedy mecz się zaczął targały nami takie emocje, jakich sobie nigdy nie wyobrażałem. Krzyki, fale meksykańskie i inne kombinacje alpejskie Nowicka z Zuzą były w siódmym niebie! Kiedy "naszym" ktoś strzelił bramkę wzniecane było zbiorowe "buuuu" i "Nie poddamy się, o nie, o nie, o nie!", natomiast kiedy "nasi" strzelili gola, słychać było tylko: "Brawo Hutnik, brawo!".
Podczas przerwy ktoś coś do kogoś krzyknął, później inny ktoś odkrzyknął, potem ktoś rzucił butelką i ktoś odrzucił puszką, no i tak właśnie zaczęła się kłótnia. Zupełnie nie wiem w jaki sposób w zamieszaniu i bójce wzięła ku mojemu zdziwieniu kochana Nowicka. Policja rzuciła się na biorących udział w bójce, czyli jakichś 15 napakowanych, łysych kibiców Stodoły i Nowicką wraz z 2 napakowanymi kibicami Hutnika. Chyba nie muszę tłumaczyć jak owy incydent się zakończył? Nowicka z hukiem została wyrzucona z hukiem ze stadionu. Chcieli jej jeszcze wypisać mandat, ale cudem wybroniłem, że ma urodziny itp. Nowicka jeszcze długo się miotała i rzucała 'rwami.
Mecz miał być niezapomnianą przygodą i niewątpliwie taką się stał!
niedziela, 23 maja 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz