LEKCJA WYCHOWANIA FIZYCZNEGO!
Największy koszmar dobrze prowadzącego się ucznia każdego poziomu polskiego szkolnictwa zaczynając od przedszkola skończywszy na studentach kończących właśnie ósmą habilitację. Misterne i liczne reformy przeprowadzane niemalże co roku, które miałyby zrewolucjonizować lekcję wf, doszczętnie pogrążały i coraz bardziej uprzykrzały życie uczniom.
Samo wejście do męskiej szatni i przebranie się w niej graniczy z cudem. Klasy są zawsze kretyńsko łączone i zawsze, ale to zawsze szczęśliwie trafiam na współdzielenie jej z matfizem- największe męskie skupisko rozpaczliwie wyjących o sex, wszech czasów.
Typów uczniów jest kilka. "Gorylki", którzy nie wyobrażają sobie życia bez wychowania fizycznego. "Chorobowicz", który tak się zawsze składa, że akurat zginął strój, mama zapomniała go wyprasować, czy przeziębienie się zdarzyło i zwolnienie jest. Przy dobrych wiatrach i sprzyjającym nauczycielu- przechodzi. Są też "przeciętni", tacy dla których wf to lekcja jak lekcja, nic specjalnego. "Zwolnieni" to typ, który nie męczy się podrabianymi zwolnieniami i załatwił sobie całoroczne zwolnienie. Co sprytniejsi mają tzw. okienko, a nie umiejący sobie poradzić siedzą na ławce przez 365 dni i umierają z nudów, bo po co wziąć coś do poczytania, pogrania, etc.
Smród w szatni jest niesamowity, bo nie dość, że pomieszczenie wielkości metr na dwa ma pomieścić 30 osób, to jeszcze brak w nim okna i jakiejkolwiek wentylacji. Nie spotkałem jeszcze nigdy szkolnej szatni wyposażonej w ten luksus. Ławka stoi jedna, nad nią wieszak i kto pierwszy ten lepszy, reszta? Reszta musi rozłożyć się na brudnej podłodze.Czy my prosimy o tak wiele? Do szczęścia wystarczy okno i troszeczkę więcej miejsca.
O czym się mówi, przebierając się? Tylko o rzeczach bardzo, ale to bardzo ważnych i fundamentalnych, można by rzec, że nawet fundamentalnych dla egzystencji każdego przeciętnego Kowalskiego: wczorajsza impreza w Eight, nowa dupa Łysego, mecz w krykieta, głupie zadanie z "polaka" i wiele innych, typowych tematów.
- Ty, nie ogoliłeś się wczoraj, co?- mówi jeden do drugiego klepiąc go po klacie.
- No nie miałem kiedy, zapomniałem.- tłumaczy się drugi.
- Widzę, widzę! Busz ci się na klacie i pod pachami niezły zrobił.- śmieje się dumny z żartu pierwszy.
...
To mówi samo za siebie.
Kiedy jakimś cudem uda nam się wyrobić w 10 minut zejść do podziemi z ostatniego piętra, przecisnąć między "gorylkami", znaleźć kawałek miejsca w szatki i przebrać nadchodzi czas na 45 minut męczarni. teraz to tylko od losu zależy, czy będziemy cierpieć trochę czy bardzo, to znaczy czy trafi nam się gra w ping- ponga, siłownia, czy nie jad Boże sala gimnastyczna. Pech chciał, że sala gimnastyczna. Wuefista zgarnia podekscytowanych matfizów i wkraczamy na złą stronę mocy. Nie ukrywajmy to jest jedyny powód ich egzystencji w szkole, na który czekają cały dzień, cierpiąc na "polaku", "matmie", "bioli", "anglu" i jeszcze paru innych.
Rozgrzewka. Od podstawówki ta sama, tylko ilość dodatkowych "pompeczek" i brzuszków zwiększa się radykalnie z roku na rok. Koledzy wyraźnie zniecierpliwieni, że muszą biegać, podskakiwać i wymachiwać rękoma, kiedy kosz czy bramka już czekają. Największym błędem jest przekazanie w ich posiadanie podczas rozgrzewki piłek na przykład siatkowych. Ściany, okna i ławki bardzo cierpią, cierpią także ci nieuważni, którzy nie uciekli lub nie zaopatrzyli się w kask i ochraniacze. Rozkładana jest siatka i gramy. Podział na drużynach i modlitwa, żeby akurat było nas za dużo i ktoś musiał siedzieć.
"Nie, ja chcę grać, ale widzę, że wy bardziej, to ja posiedzę i zmienimy się później". I w taki sposób mamy z głowy czasem całą lekcję, a przynajmniej dopóki nie zorientuje się nauczyciel.
Ale niestety nie zawsze szczęście się uśmiecha! Kiedy jednak trzeba wejść na boisko to co jakichś czas trzeba pobiec za piłką, starać się odbić przynajmniej raz, nie budząc podejrzeń, egzystować, aż mecz się zakończy i uważać, żeby ktoś nie wpadł na głupi pomysł i nie podał do mnie piłki, co jest najgorszym z najgorszych. Trzeba ją szybko przekazać dalej kompetentniejszym od siebie i kombinować dalej.
Lekcji koniec!
Nie wierzę, że jednak czarny punkt dnia dzisiejszego minął.
Pozostaje tylko jeszcze zawalczyć, wstrzymać powietrze i przebrać się. Dojrzewający nastolatkowie, nie daj Panie perfumujący się po lekcji to jest coś, co pozostanie na pewno na całe życie w mej pamięci. Prysznice? Ależ oczywiście, że każda szkoła posiada prysznice! Ale po co je otwierać? Przecież można śmierdzieć cały dzień, uprzykrzając życie innym. Jeszcze tylko jeden drugiego szczypnie w tyłek (to może jednak dyrekcja wie co robi!), żartobliwie ściągnie majtki, czy zabierze buty i można szczęśliwie wyjść z myślą, że na dziś fajrant! Fajrant i nawet sprawdzian z historii i odpowiedź z chemii tego nie zmieni!
Lekcji wf w tygodniu jest trzy sztuki. Jedną mam za sobą. Jeszcze tylko dwie, jeszcze tylko dwie... dam radę, dam radę...
Nie... coś mnie rozkłada, chyba się rozchorowuję! Pozostaje jeszcze zwolnienie...
poniedziałek, 24 stycznia 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)
